Od ruiny do przytulnego gniazdka

Od ruiny do przytulnego gniazdka

Parę lat temu kupiliśmy z żoną dom na wsi położonej nieopodal naszego miasta. Jak wiele osób, także i my pragnęliśmy osiąść na wsi, z dala od charakterystycznych dla wielkich miast huku, bieganiny i zaduchu. Nie była to jednak nieruchomość w stanie idealnym – wręcz przeciwnie. Wymagała ona generalnego remontu i wielkiego nakładu pracy, czasu i środków finansowych, ale tak bardzo urzekł nas nastrój jej otoczenia, że wprost nie mogliśmy się jej oprzeć. Bez zbędnego wahania przystąpiliśmy do prac. Na pierwszy ogień poszło doprowadzenie zewnętrznej strony ścian i dachu do porządku. Był to także etap najbardziej czasochłonny i pociągnął za sobą największe koszty. Dom w całości ociepliliśmy, położyliśmy wytrzymałe dachówki (przecież mają wytrzymać co najmniej kilkadziesiąt lat) i wykonaliśmy efektowną, naszym zdaniem, elewację. Okna, okiennice i drzwi wybraliśmy tak, aby pasowały do wiejskiego otoczenia naszego nowego gniazdka. Oczywiście wszystkich tych prac remontowych nie wykonaliśmy sami, a z pomocą fachowej ekipy. Kiedy już z zewnątrz dom wyglądał znakomicie, przyszedł czas na wnętrze. Należało wykonać nową instalację wodną i elektryczną, zainstalować centralne ogrzewanie i oczywiście umeblować i urządzić pokoje. Ten etap jednak był najprzyjemniejszy i pozwolił mi na wykazanie się twórczą inwencją.